niedziela, 1 listopada 2015

W co by się pobawić? (+ Halloween)

Nawiązując do posta Zabawy z niemowlakiem (KLIK!) postanowiłam kontynuować temat - tym razem dla 5-cio miesięcznego szkraba. Bo jak to jest? Nie chodzi (ba, nie siedzi jeszcze nawet), nie gada, ledwo zaczyna pełzać i domaga się dość sporo uwagi. I jak mu tu czas zorganizować, żeby móc jeszcze jakoś zająć się sobą i domem? I jakie zabawki są w ogóle w stanie przyciągnąć jego uwagę na dłużej? A wbrew pozorom różnica w porównaniu z tym co było dwa miesiące temu a teraz, jest znacząca.



Pozwolę sobie wrócić do poprzedniej listy i trochę ją rozwinąć.

1 Czytanie/rozmawianie

Niestety teraz czytanie już odpada. Kopernik irytuje się szybko, gdy czyta mu się i nic więcej się nie dzieje. Pokazywanie obrazków w książce działa na bardzo krótką metę, jak również modulowanie głosu. "Rozmawianie" z nim już prędzej przejdzie ale zwykle kończy się na strojeniu głupich min. Tak, strojenie głupich min i wydawanie przy tym śmiesznych dźwięków jest dużo fajniejsze.


2 Książeczki/karty

Jak wyżej. Oglądanie obrazków, póki co straciło swój urok. Książeczki oczywiście dalej są w ruchu, ale najczęściej jest to ruch żuchwy podczas przeżuwania okładki.

3 Lustro

Lustro jest dalej fajne, ale jeszcze fajniej jak dają śmiesznego chłopca w nim polizać. Niestety na lizaniu się kończy bo żadna część lustra nie chce zmieścić się w otworze gębowym.

4 Helikopter

Helikopter cały czas na topie. Nigdy się nie nudzi i nigdy nie wychodzi z mody. Kopernik dalej, niestrudzenie, mógłby tak latać cały dzień.

5 Instrumenty

Instrumenty również nadal rządzą. Szczególnie jak mama pozwoli spróbować jakiś przeżuć. Najczęściej jest to któraś z okarynek, bo raczej się nie zniszczą od niuplania a ustnik idealnie wpasowuje się w małą paszczę.
Również podczas szarpania strun gitary były podejmowane próby zjedzenia gryfu.

 Nazwę to "akordem gardłowo-wargowym". Co ty na to mama?

6 Rymowanki łaskotki

Teraz wydaje się być jeszcze fajniejsze. Uwielbiam gdy zaczyna się przy tym na swój skrzeczący sposób śmiać.

7 Latanie po domu

Z racji regularnego przyrostu wagi, zabawa coraz rzadziej witająca w naszych progach. Może i Kopernik by chciał, ale mamine ręce (i kolana niestety też) stanowczo protestują.

Nowości!
  
1 Latarka i światło

Można wieczorem, przy zgaszonym świetle bawić się latarką, po suficie i ścianach, jednak przenajfajniej jest schować się pod kołdrę i bawić się tam światłem. Zapala się, gaśnie, świeci po zgięciach, prześwituje przez materiał (można nawet pożuć przez chwilę latarkę jak znajdzie się w zasięgu paszczy). Fantastyczna zabawa. Gorąco polecamy.

2 Śmieszne miny i dźwięki

Jak wspomniałam wcześniej, robienie min i wydawanie możliwie najdziwniejszych dźwięków to hit ostatniego miesiąca. Fajnie oczywiście by było, gdyby rodzice mogli ciągle wymyślać coś nowego bo odświeżanie w kółko tego samego, jakoś szybko się nudzi. Niestety okropni rodzice są trochę ograniczeni pod względem możliwych do wydania dźwięków, czy sposobów spinania mięśni twarzy. 

3 Mama tańczy i śpiewa

Chyba rośnie nam miłośnik teatru muzycznego. "Tańcz i śpiewaj kobieto! Dalej! Entertain me!"
Ale poważnie, próbowaliście rozładowywać zmywarkę śpiewając skrzypka na dachu, lub wykonując taniec z garnkami? Robienie ciasta w rytm "My Cyganie" czy sprzątanie ze stołu, tańcząc jazz? Co to dla mnie? Widzicie jak "prosto" połączyć przyjemne z pożytecznym? I dom czysty, i dziecię szczęśliwe, i mama się trochę porusza.



Jeśli chodzi o zabawki to na razie nie inwestujemy w nic nowego. Wiem, że  rynek pełen jest "fantastycznych zabawek (dodajmy jeszcze edukacyjnych to lepiej się sprzeda) dla Twojego dziecka", ale ani nie mamy gdzie tego trzymać, ani nie wydaje mi się, żeby Kopernik ich potrzebował, ani nie chce mi się za nimi łazić i wydawać kasę. Na razie i tak fajność zabawek określa ich możliwość wpakowania do papy, a do tego nie potrzeba chyba niczego super wyjątkowego.
Najnowszymi zabawkami syna są: drewniana kopystka (zwana kopystką wszechmocy, +5 do bicia się nią po głowie), plastikowa łyżeczka (Ma dwa zupełnie inne końce, co daje dwa kompletnie inne doznania po włożeniu do paszczy! Genialny wynalazek!) i plastikowa miseczka. Ta ostatnia ma tą wadę, że ma tendencje do odturlywania się i wtedy następuje mała rozpacz.


Podsumowując: na chwilę obecną wszystkie fajne zabawy i zabawki opierają się na tym, co można wpakować do buzi. Umacniamy się w przekonaniu, że zjeść da się wszystko, jeśli tylko będzie się wystarczająco intensywnie próbować.
No dobra - wygłupiająca się mama też nie jest taka zła... No ale najfajniej jak się wygłupia i da jednocześnie obgryzać sobie palec.

No i na koniec, krótka wzmianka o naszym Halloween. Wraz z postępującą zachodnią zgnilizną, czujemy się bezsilni w walce z satańskimi obrządkami. Postanowiliśmy więc pójść na łatwiznę i z nimi nie walczyć.
W ten oto sposób w naszym domu zagościła grupka przebierańców wraz z małą Dynią na czele. Zobaczcie sami :)




























Mama Sim z Dynią                                                                           Włóczykij z Dynią

 I imprezowy klasyk (też z Dynią:))


P.S. Niestety w tym roku nie obrodziło w dzieci zbierające cukierki. W zeszłym roku było ich dużo, dużo więcej. Ciekawa jestem czy i u Was często się trafia "cukierek albo psikus".





2 komentarze:

  1. Moja chrześniaczka (6 l.) w ramach walki z nieśmiałością chodziła po rodzinie i sąsiadach zbierając cukierki :-) Fajny trening umiejętności a przy okazji na słodko ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie nawet kolędnicy nie bywają - uroki mieszkania na zadu... o pardą... na odludziu :-) Ależ cudny ten Wasz Miki!

    OdpowiedzUsuń