poniedziałek, 14 grudnia 2015

BLW w naszym domu?

Nie tak dawno (a może już dawno?) pisałam o naszym pierwszym posiłku (TUTAJ). I tak nam to wtedy pięknie i zgrabnie poszło, że nie przypuszczałam, że z rozszerzaniem diety może być jakiś kłopot. Żeby Kopernik, który próbuje zjeść cały świat, który go otacza (absolutnie cały) miał opory przed normalnymi posiłkami? A jednak. I nawet nie planowałam go karmić metodą BLW. A przynajmniej jeszcze nie teraz. O wprowadzeniu BLW do naszego rozszerzania diety zdecydował jednak sam Kopernik.





Słowem wstępu - Co to jest BLW?

"Baby- led weaning, w skrócie BLW (pol. "bobas lubi wybór"), to metoda karmienia dzieci, polegająca na stopniowym odstawianiu dziecka od pokarmów mlecznych (mleko mamy, mieszanka) całkowicie sterowanym przez dziecko.  Polega na ominięciu etapu papek i pozwoleniu Dziecku na samodzielne jedzenie już od pierwszego posiłku."

Skąd takie udziwnienie u nas? A no stąd, że nasz pierwszy posiłek, tak pięknie przeze mnie opisany, był pierwszym i jednym z ostatnich, który tak wyglądał. Kopernik dał się kilka razy nakarmić po czym powiedział, że tą łyżeczkę to ja sobie mogę... wsadzić do zmywarki. Gotowałam najróżniejsze rzeczy, same przepyszne i słodziutkie warzywa wybierałam, gotowałam mu zupki takie, śmakie i owakie, pięć rodzajów kaszek bez mleka, na mleku, z warzywami z owocami... i wszystko to mogłam sobie potem zjeść sama. Na widok łyżeczki, ta wiecznie otwarta na wszystko paszcza, dostaje istnego szczękościsku. Kiedy zaczęliśmy rozszerzać dietę? Półtora miesiąca temu? I w zasadzie przez cały ten czas nie trafiło się nic co można by nazwać w ogóle posiłkiem (oprócz piersi oczywiście).

Nie poddawałam się. Gotowałam dalej i twardo podejmowałam próby wpakowania czegokolwiek do paszczy syna. (Nie na siłę oczywiście. Zdecydowanie nie uważam, żeby jego niechęć była spowodowana karmieniem na siłę.) No ale przecież czymś go musiałam zacząć karmić! Na ostatniej kontroli i tak powiedziano mi, że za mało przybiera na wadze i MUSI zacząć jeść. No ale jak musi, jak on nie chce? Co, mam mu lejkiem wpakować? 

I tak pewnego pięknego dnia, gdy szykowałam Kopernikowi kolejny fantastyczny posiłek, syn powiedział mi, żebym się trochę opanowała, a on to zrobi po swojemu. Siedziałam koło niego na podłodze z przygotowanymi do przemiału ugotowanymi warzywkami (lubię razem z nim szykować posiłki). Zaczęłam je trzeć do miseczki a on bacznie mi się przyglądał. W końcu podpełzł kawałek w stronę leżącej na tacce marchewki, złapał ją i wpakował sobie do papy. Mmm... ok. Przerwałam, żeby kontrolować rozwój wypadków. Spodziewałam się tego co było do tej pory, czyli reakcji w stylu: "O nie! To ma smak!" i bardzo się zdziwiłam. Okazało się bowiem, że starta marchewka i niestarta marchewka to jednak nie jest to samo warzywo.

Pomijając dalsze bardziej lub mniej istotne wydarzenia tamtego pamiętnego popołudnia postanowiłam dać mu więc następnym razem same niestarte warzywa. Wiem, BLW powinno się zacząć wprowadzać dzieciom, które już stabilnie siedzą, lecz Kopernik sam pokazał, że jest na to gotowy. I zdaje się, że był to strzał w dziesiątkę!

Kilka pierwszych posiłków nie wyglądało szczególnie obiecująco. Bawił się warzywami, rozgniatał je, rzucał nimi, znów trochę się krzywił na "smak". Cierpliwie jednak trzymałam go na kolanach i kompletnie starałam się w to nie ingerować. W końcu w jego paszczy wylądowały jakieś warzywa i to z jego własnej nieprzymuszonej woli! Malutko na początek ale zawsze. Nie ukrywam też, że nie było gładko i idealnie jakby robił to od zawsze. Zdarzało mu się połknąć kawałek ciut za duży, ciut za szybko, ciut nie tak i kaszlał przy tym nieco. Jestem zawsze gotowa nieść mu pomoc, gdyby takiej potrzebował lecz nie zdarzyło się nic, z czym by sobie nie poradził. Wręcz przeciwnie. Kopernik błyskawicznie zaczął się orientować co można połknąć a co nie. Gdy zdarzy mu się ugryźć za duży kęs to go wypluwa, lub wysysa sok i dopiero wypluwa. Jest przy tym naprawdę niesamowity!

W zasadzie zdaje się, że już rozumie na czym to polega. I tak z dziecka, niejedzącego prawie nic, powoli staje się prawdziwym smakoszem. Z tym warunkiem, że to on sam prowadzi jedzenie do buzi. Nawet jak podaję mu kaszkę, to musi sam włożyć łyżeczkę do papy. I dobrze. Kompletnie mi to nie przeszkadza. Jeśli jemu to pasuje to mi też. I jak widać 6,5 miesięczny dzieciaczek całkiem nieźle sobie z jedzeniem daje radę!

A jego ulubionym warzywem na dzień dzisiejszy jest... PIETRUSZKA! Pietruszka wygrywa absolutnie ze wszystkim, łącznie z owocami. Gotowana na parze pietruszka jest słodsza od niejednego owocu! I aż miło patrzeć jak ją dokładnie "obgryza" zostawiając samo łyko.

 Kopernik na obiedzie. I moje sińce pod oczami pt. "Mama nie śpi 6. miesiąc". (Serio, dopiero na tym zdjęciu zobaczyłam jak strasznie wyglądają.)


6 komentarzy:

  1. A jaki macie fotelik do karmienia? Ogólnie, to my zaczynaliśmy, kiedy Kuba też jeszcze nie siedział stabilnie i początkowo karmiłam go w bujaczku, miał fajną opcję regulowania siedzenia. No ale oczywiście - to było jeszcze wtedy, kiedy tolerował łyżeczkę. Tak jak Twój Mikołaj baardzo szybko zaczął nią gardzić i od tamtego czasu blw na dobre zagościło u nas w domu. A to naprawdę fajna sprawa! Kiedy już Mikołaj siądzie do fotelika, sama zobaczysz, jaka to wygoda, kiedy on sobie je i Ty również możesz zjeść w tym samym czasie. Swoją drogą - sądzę, że menu blw jest dużo smaczniejsze i bogate nić blendowane i tarte mieszanki :)

    PS jeśli chodzi o kaszkę - słyszałaś o kostkach jaglanych? Świetna sprawa przy blw. Z kaszką manną też daje radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie mamy fotelika. Chcemy zamówić krzesełko Keter (chyba), bo można je postawić bez nóżek na podłodze. Wtedy młodociany będzie mógł siedzieć z nami przy niskim stoliku. A o kostkach jaglanych nie słyszałam. Chętnie się zorientuję w temacie :)

      Usuń
  2. My też chcemy BLW. Za dużo się napatrzyłam na cyrki przy karmieniu papką córki znajomych, by robić to samo dziecku. Na sczęście nadal się cycujemy, więc podstawę będzie mieć zapewnioną a nowe posiłki będą pewnie na początku zabawą :)
    U nas krzesełko kupione po kimś, ale jeśli będzie się nam je źle myło to kupimy antilop z ikei :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Za tydzien startujemy my. Pediatra powiedziala "futrowac!". Zobaczymy jak Mloda zareaguje, dzisiaj na przyklad gdy ja, osobista jej matka, wcinalam jogurt przygladala mi sie z otwartymi ustami, wodzila wzrokiem za lyzeczka i mlaskala"na sucho" paszcza....po czym zaczela tak plakac, krzyczec wrecz, ze nie moglam jej uspokoic...
    I nie wiem czy to placz z glodu, checi posmakowania, czy nagly atak zabkowania-ktory takze zakladam-ale na pewno nie chciala mleka. Butla zostala odrzucona...

    Metoda ktora stosujesz ciekawa. Nie spotkalam sie z nia, ale ja to ogolnie zielona matka jestem;). Zycze wam powodzenia, trzymam kciuki za Kopernika i jego apetyt ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas póki co jest BLW podłogowe - co Mała zauważy to sobie wybierze i zje, raz okruszek, raz paproszek ;p Taki mój żywy iRobot Rumba hehe.

    Myślę, że z BLW to wiele zależy od dziecka. Od rodzica też, bo trzeba być przekonanym do tej metody, by ją stosować, ale to jednak dziecko głównie narzuca formę karmienia, jaką bardziej woli. My ciągle jesteśmy na łyżeczce i Małej to odpowiada. Taki mini BLW mamy na chrupkach i drobnych pokarmach (ostatnio miałam 5 minut spokoju i mogłam pozmywać, bo Małej rozkruszyłam twarożek i dziobała z fascynacją ;p). Widzę, że teraz zaczyna coraz chętniej sama się karmić, więc zamierzam przeplatać BLW z łyżeczką.

    Z takich moich obserwacji dzieci, które znam, a karmione były BLW, to zauważyłam, że o dziwo zaczęły szybciej samodzielnie jeść sztućcami, niż te karmione łyżeczką. Nie wiem, czy to jest jakaś reguła, bo się nie zagłębiałam w temat. Ktoś by pomyślał, że dziecko które babrze rękami w jedzeniu to widelcem jeść nie będzie chciało, a tu taki zonk ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Troszkę inaczej zaczynaliście ale efekt ten sam. 😃 Super. Będziemy musiały poobserwować nasze doświadczenia 😜

    OdpowiedzUsuń