czwartek, 10 grudnia 2015

Dlaczego ateiści obchodzą święta?

Uwielbiam Święta Bożego Narodzenia. Tak, wpadam w świąteczną gorączkę, śpiewam kolędy jeszcze przed 1 listopada (M. ma już chyba trochę dosyć), lepię pierogi i pilnuję, żeby tradycjom stała się zadość. Boże Narodzenie jest dla mnie czasem naprawdę wyjątkowym. Ale zaraz, chwileczkę. Przecież nie jestem chrześcijanką. Czy w takim razie mam w ogóle prawo do tego wszystkiego? Czy jest to jedynie objaw mojej skrajnej hipokryzji?


Trochę historii na początek. Czym jest w ogóle Boże Narodzenie i skąd to święto się wzięło? 

O tym, że Jezus nie urodził się 25 grudnia i jego narodziny z pewnością nie wyglądały tak jak jest to przedstawiane w naszej kulturze chyba nie muszę wspominać. Co do tego raczej nie ma wątpliwości. To, że nie był pierwszym znanym historii religii Bogiem/Bóstwem zrodzonym z dziewicy, którego narodzinom towarzyszyło pojawienie się gwiazdy na wschodzie, którego odwiedziło po porodzie trzech mędrców etc., też nie jest tajemnicą.
Dzień 25 grudnia był ważnym dniem dla wielu kultur od tysięcy lat. 
Zanim chrześcijaństwo stało się religią państwową w Rzymie, obchodzono tam 25 grudnia urodziny Mitry - boga Słońca. Chrześcijanie, chcąc osłabić ten zwyczaj, postanowili przemienić go w święto narodzin Jezusa. (Wg niektórych źródeł Boże Narodzenie miało zastąpić również hucznie obchodzone w tym czasie Saturnalia.) 

Umówmy się jednak, że nie ma to żadnego znaczenia. Niezależnie od tego jaką genezę ma Boże Narodzenie, to jest ono obecnie jednym z najważniejszych świąt w religii chrześcijańskiej. Skupmy się na tym, czemu więc ja i mnie podobni, mimo iż chrześcijanami nie jesteśmy bądź za takowych się nie uważamy, to bardziej lub mniej aktywnie uczestniczymy w obchodach tego święta. 

Przede wszystkim, wszystko wskazuje na to, że Jezus jest nie tylko postacią religijną lecz faktyczną postacią historyczną. Postacią, którą swoją niechrześcijańską duszą zawsze podziwiałam i do której mam ogromny szacunek. Tak samo jak darzę nim chociażby naszego obecnego papieża a również Dalaj Lamę, rozmaitych buddów i wszystkie inne postaci związane z dowolną religią, które za cel stawiają sobie szerzenie idei pokoju, miłości bliźniego i wzajemnego szacunku. Czemu więc miałabym odmówić sobie uczestniczenie w święcie poświęconemu komukolwiek z nich? 

Ponadto, oprócz tego, że jest to święto religijne, jest to również święto bardzo mocno zakorzenione w polskiej kulturze. To, czy jesteśmy państwem kościelnym czy nie, zostawiam do rozsądzenia we własnym zakresie, lecz nie podlega wątpliwościom fakt, iż polskie tradycje, obyczaje i święta w ogromnym procencie są jednocześnie zwyczajami chrześcijańskimi. Odcięcie się od nich, moim zdaniem, byłoby pozbyciem się ogromnej części naszej kultury. Osobiście, jakoś sobie tego nie wyobrażam. Jestem w końcu Polką. Zależy mi na pielęgnowaniu swoich tradycji.

W związku z powyższym podchodzę do świąt bardziej jak do naszego, polskiego święta, niż jak do tradycji chrześcijańskiej. Liczy się dla mnie spotkanie z rodziną, pozdrowienia i życzenia, gesty miłości i przywiązania jak również refleksja, która towarzyszy temu okresowi. 

Boże Narodzenie to fantastyczny okres w roku gdy ludzie bardziej skłonni są do pomocy innym, rusza w tym czasie mnóstwo akcji charytatywnych zakrojonych na ogromną skalę, mówimy głośno o pomocy biedniejszym i bardziej potrzebującym a ludzie często są dla siebie milsi i bardziej wyrozumiali. Spotykamy się z rodziną i bliskimi, mamy w końcu chwilę dla siebie nawzajem i możemy po prostu cieszyć się sobą w atmosferze radości. A przynajmniej staramy się zrobić wszystko, żeby tak właśnie było. Bo to w końcu Boże Narodzenie! Czy jest jakiś sensowny powód, żeby się od tego wszystkiego odwracać? Czy jest sens rezygnować z tego naprawdę magicznego czasu w imię fanatycznego ateizmu, agnostycyzmu czy czego tam jeszcze? Ja go nie widzę. Ba! ja chcę się do tego dołożyć. Chcę mieć w tym swój udział. Chcę być tam gdzie ludzie pokazują swoją najlepszą stronę.

Zrobiła babcia pierogi i barszcz z uszkami? To szanowny ateisto-buntowniku pójdź do niej, posiedź z nią chwilę bo pewnie za często i tak się nie widujecie, zjedz kawałek karpia bo zdrowo i podziękuj za mile spędzony czas. Po prostu spędź ten czas z bliskimi i na chwilę zaprzestań walki o apostazję. Nie módl się jeśli nie chcesz, nie idź na pasterkę, nie śpiewaj kolęd a zwyczajnie zjedz rodzinną kolację. Podrzuć bratu parę skarpetek pod choinkę, obejrzyj "Opowieść Wigilijną" i sprawdź czy ci czegoś pies nie powie o północy. Bo czemu nie?

A a'propos tej hipokryzji. Nie, nie uważam się za hipokrytkę. Myślę, że wyżej wystarczająco jasno wyjaśniłam już dlaczego. Niemniej jednak hipokryzja pojawia się zawsze gdy mówimy o religii (dowolnej) i jej świętach i najczęściej dotyczy ona niestety samych jej wyznawców. Bo czy mi się tylko wydaje czy w niektórych domach ważniejsze od opłatka na stole stają się pakunki pod zielonym drzewkiem? 

7 komentarzy:

  1. A mnie jest szkoda ludzi, którzy nie wierzą, bo dobrze jest wierzyć w COŚ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia wiary raczej nie jest wyborem. Nie jesteśmy w stanie sobie wybrać czy dziś wierzymy w tego Boga, jutro w innego a pojutrze w ogóle. Tak samo jak niektórzy ludzie są głęboko wierzący i jest to dla nich siłą napędową, tak nie można się zmusić do tego, żeby wierzyć w COŚ, jeśli się tego po prostu nie czuje. Bardzo często jest to kwestia naszego wychowania, tego co przekazują nam rodzice oraz kultury, w której się wychowujemy.

      Usuń
  2. Ja też kocham te Święta :) To najpiękniejszy i najcieplejszy czas w roku (mimo zimy ;) ) Ludzie są też jacyś inni...milsi ;) No i te zapachy i ta cała otoczka... ehhh :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy ma prawo obchodzić te święta, które są mu bliskie i już :)
    W te dni radość i ciepło rodzinne powinny przyświecać każdemu, to jest fantastyczny czas i należy się on każdemu bez wyjątku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O Ty hipokrytko, powinnaś jeszcze w niedziele pracować i nie mieć wolnego, kiedy jest święto kościelne :P hehe

    No, a tak już na poważnie, to chyba pora spojrzeć prawdzie w oczy, że niestety Święta Bożego Narodzenia stają się coraz bardziej świeckie. Chodzi mi tu głównie o Polskę. Jak byłam mała to jakoś bardziej chodziło o Dzieciątko-Jezuska, szopkę betlejemską, Świętą Rodzinę itd. A teraz? No sorry, ale ten grubaśny, ubrany na czerwono krasnal z koncernu Coca-Cola, jakoś nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek religią. W Polsce już nawet nie widuje się tego prawdziwego naszego świętego Mikołaja z Miry, biskupa, który "przychodził" jedynie 6 grudnia. Teraz jest komercha i krasnal. Może jedynie przy parafiach kultywują taką tradycję.

    Mnie osobiście nie razi to, że ateiści, czy wyznawcy innych religii, w jakikolwiek sposób świętują Boże Narodzenie - niech cieszą się i spędzają miło czas razem z tymi, dla których święta mają jeszcze ten wymiar duchowy. Ale totalnie odrzucam komercjalizację tych świąt, obyczajów i symboli z nimi związanych. Moje dziecko (czy dzieci) będę dorastały na św. Mikołaju z Miry oraz narodzinach Jezusa, a nie na przerośniętym krasnalu, tudzież baśniach i legendach o staruszku z Laponii. I w cale nie uważam, że tym dziecko skrzywdzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem za tym, żeby opowiadać historię św. Mikołaja z Miry. Nie wydaje mi się, żebym miała tym zepsuć Kopernikowi dzieciństwo. Warto, żeby dzieci dowiedziały się o co tak naprawdę chodzi w tych wszystkich świętach i skąd to się wzięło. I tyle pięknych książeczek teraz wychodzi o Mikołaju z Miry!

      Usuń
  5. A ja za swietami nie przepadam. To nie tak ze zupelnie nie lubie, akceptuje je. Wynika to chyba z tego ze mam urodziny w wigilie, jak bylam dzieckiem skladano mi szybkoe zyczenia i szybko zapominano...ot taki dzieciecy uraz ;)

    OdpowiedzUsuń