piątek, 22 stycznia 2016

Mama wychowuje konsekwentnie

- Jak się nie uspokoisz to zaraz wracamy do domu! - mówi mama podniesionym głosem.
Zabrała dziecko do Zoo. Było fajnie na początku, a teraz znów ta sama śpiewka co zawsze. Robi się po prostu nieznośnie. Była umowa, że żadnych dziś słodyczy, ale oczywiście sklepiki w ogrodzie zoologicznym kuszą aż nadto. 
Oczywiście może sobie mama strzępić język. Dziecko swoje, krzyk coraz większy, ludzie zaczynają się oglądać, co to się dzieje.
Mamie naprawdę puszczają nerwy. Trzeba to jakoś skończyć! Dla świętego spokoju kupuje w końcu gałkę lodów i powtarzając dziecku jak to się fatalnie zachowuje i jak to tak nie można robić, prowadzi malucha do następnego pawilonu ze zwierzętami. Można dodać jeszcze, że w domu w takim razie nie będzie dziś bajek. Niech wie, że to nie przelewki!


Sytuacja ostro przekolorowana jak na mnie, jednak (niestety) chyba dość powszechna. A ja mam zamiar rozwinąć dziś nieco, rozpoczęty w poprzednim wpisie "Mama wychowuje bez krzyku" (KLIK), temat konsekwencji wobec dziecka.

Słowa mają ogromną moc jeśli tylko mądrze się z tej mocy korzysta. Czasem naprawdę ciężko się z dzieckiem dogadać i przekonać go do swojej racji. Dziecko ma prawo czegoś pragnąć, coś chcieć, czegoś się bać i czegoś nie lubić. Rodzić powinien to szanować. Jednak dziecko musi się także nauczyć szanować rodzica. Moim zdaniem, kluczem do tego jest pokazanie mu, że słowo rodzica jest święte.

Uważam, że rodzice często (zbyt często) nadużywają przy dzieciach stwierdzeń "Jak się nie uspokoisz to...", "Jak nie zrobisz tego o co cię proszę to...", "Jak nie przestaniesz krzyczeć to..." itp., itd.. Za tym ciągnie się zwykle lawina groźb, zakazów, szlabanów i co tam rodzic sobie wymyśli. Dziecko wie, że znajduje się wtedy w nieciekawym położeniu. Chcą go odciąć od czegoś fajnego! Czas zacząć o to walczyć. Może walczyć krzykiem, błaganiem, agresją - coś na pewno wymyśli. Zwłaszcza, że jest ogromna szansa na to, że wygra! 
A wygrywa zawsze (ZAWSZE) gdy rodzic powiedział choć jedno z powyższych zdań i słowa nie dotrzymał. 
Czemu więc przy następnej okazji dziecko miałoby znów nie spróbować zawalczyć?

Musimy mieć świadomość tego, co mówimy do dziecka. Jeśli chcemy dziecku zagrozić jakimś zakazem musimy się zastanowić czy jest on wykonalny i czy w ogóle chcemy go nakładać na dziecko. Jeśli nie - lepiej poszukać innego sposobu na rozwiązanie problemu. W momencie gdy rodzic mówi "Jesli się nie uspokoisz, to wracamy do domu." musi być gotów zawrócić do domu. Nie zrobi tego zapewne, gdy jedziemy na długo wyczekiwaną wycieczkę rodzinną do Disneylandu, albo gdy musi załatwić jakąś naglącą sprawę na mieście. Może więc warto pomyśleć wtedy o czymś innym (chociażby wspomniana wczesniej bajka wieczorem).

Myślę, że skuteczne mogą się też okazać zakazy odwlekane w czasie. Załóżmy, że mama ma z córką zwyczaj co niedzielę chdzić na gofry. W poniedziałek doszło do nieprzyjemnej sytuacji i mama, wytrącona już ostro z równowagi, zagroziła, że w następną niedzielę gofrów nie będzie, jeśli dziecko jej nie posłucha. A gdy następna niedziela nadejdzie, preprowadzi jeszcze raz na spokojnie rozmowę z córką na temat tego, dlaczego w tym tygodniu nie mogą zjeść razem gofrów i ich nie zjedzą.

Tego typu postawa rodzica daje nam przede wszystkim:
- brak kłótni i rozogniania sytuacji - rodzic powiedział swoje, czeka na efekt i w razie czego, nie ma potrzeby dalej z dzieckiem się spierać, tylko konsekwentnie robi to co było powiedziane
- pewność, że dziecko będzie liczyło się z tym co do niego mówimy - im częście będziemy stanowczy wobec raz powiedzianego słowa, tym mniej dziecko będzie walczyć o swoje; w końcu się przekona, że ta walka nic mu nie daje i nie ma szansy wygrać
- otwarte okno do spokojnej dyskusji - jeśli dziecko nauczy się, że krzykiem nie da się niczego wymusić (lub, że w ogóle nie da się na nas niczego wymusić), może zacząć z nami spokojnie rozmawiać na temat zaistniałej sytuacji i spróbować znaleźć z niej wyjście.

Dobrze by było unnikać "dawania dziecku szansy" poprzez powatarzanie po tysiąc razy swojej "groźby". Nie trzeba mu powtarzać co chwilę "ale wiesz, że powiedziałam, że jak...". Wie - słyszało Cię lepiej niż myslisz. Pytanie czy ty wiesz, że terz kolej spełnić swoją "obietnicę"? 

Alternatywy:

Jesli ktoś nie czuje się na siłach do tego typu konsekwencji lub szuka innego sposobu rozwiązania problemów, oto dwa przykładowe zamienniki.

1. Zaproponowznie wyboru:

- Nie pójdę dziś do przedszkola!
- Chcesz wziąć ze sobą do przedszkola misia czy króliczka? 
- Króliczka.

- Nie wypiję syropku!
- Chcesz go popić wodą z bąbelkami czy sokiem pomarańczowym?
- Sokiem.

2. Zrozumienie i wczucie się:

Pokażmy dziecku, że rozumiemy jego emocje, nawet jeśli nie możemy mu ustąpić. 

- Chcę iść do przedszkola w stroju baletnicy!
- Rozumiem to. Ja bym chciała iść do pracy w stroju Catwoman. 
- Albo Elzy!
- Fajnie by było jakby wszyscy w przedszkolu byli poprzebierani co? Nawet panie przedszkolanki. Jak myślisz, za co by się przebrały? / A może zorganizujemy przyjęcie z przebraniami, jeśli chcesz żeby pokazać koleżankom swoją sukienkę?

Oczywiście podane wyżej sytuacje są absolutnie idylliczene ale raz na jakiś czas zadziałają! A może nawet częściej? Może akurat to będzie złoty sposób na czyjegoś malucha?

Macie jakieś swoje pomysły / sposoby?


Ach, i jeszcze jedna ważna sprawa.
Mówiłam, że słowo rodzica jest święte i nie może być złamane? Kłamałam.
Jeśli na codzień pilnujemy, żeby nie rzucać przy dziecku słów na wiatr, nic się nie stanie jak odpuścimy raz na jakiś czas.
Pojechaliśmy do sklepu i była umowa, że nic nie kupujemy, a akurat trafiliśmy na książkę, której od dawna nigdzie nie moglismy dostać, choć na nią polowaliśmy? Kupmy ją.
Miał być dzień bez telewizji ale okazało się, że akurat będzie leciał program o statkach kosmicznych? Wiesz, że on uwielbia statki kosmiczne a i ty chętnie byś to zobaczyła? Przłóżcie dzień bez telewizji na jutro. 
Nie popadajmy w skrajności. W końcu zasady są po to by je czasem złamać!





11 komentarzy:

  1. Konsekwencja jest ważna. Pamiętam, że jak sama byłam mała to doskonale wiedziałam jak mamę podejść bo jak się to dobrze zrobiło to mama ściągała karę i tydzień bez bajek nie obowiązywał. Nie uważam, że moja mama źle nas wychowywała. Co to to nie. To najlepsza mama na świecie, ale można to było zrobić inaczej i może uniknęlibyśmy bez sensownych kłótni. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja mama też miała problem z byciem konsekwentnym. Zdarzało mi się dostać karę - zakaz wychodzenia z domu. Po chwili podchodzę i mówię "idę do Ani" a mama "ok"... i poszłam ;-) W pewnym momencie aż brakowało mi tej surowości i zazdrościłam innym koleżankom - mi zawsze wszystko było wolno...
    Ogólnie konsekwencja w życiu jest trudna, zobaczymy jak to wyjdzie w wychowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierw się będę czepiać :P
    Odnośnie zdania "skuteczne mogą się też okazać zakazy odwlekane w czasie", uważam, że jednak mogą okazać się nieskuteczne. Na studiach, kiedy miałam zajęcia z psychologii, nie raz był poruszany problem kar i nagród (czyli i zakazów i pochwał) i zawsze podkreślane było, że ich skuteczność jest tym większa, im szybciej nastąpią po jakimś zachowaniu. Musi nastąpić ścisłe powiązanie czynu z jego konsekwencją. Akurat do mnie nie przemawia wychowanie ściśle oparte na nagrodach i karach, bo dla mnie jest to jak tresura małpki, która za prawidłowe wykonanie triku dostaje banana, a za złe zostaje oblana zimną wodą. Choć ktoś już stwierdził, że wychowanie dziecka niewiele różni się od tresury... ;)

    No a odnośnie już samej konsekwencji, to uważam, że na niej powinny się opierać wszelkie relacje między rodzicami, a dzieckiem. I oczywiście istotne jest to, aby oboje rodzice byli tego samego zdania, mieli taką samą postawę wobec jakiegoś czynu dziecka. Największą porażką wychowawczą jest brak autorytetu w oczach własnego dziecka, a jeśli np. ojciec notorycznie podważa zdanie mamy, to w końcu dziecko przestaje jej zdanie szanować i robi co chce, lub słucha tylko ojca, który na wszystko pozwala. Sytuacja dramatyczna i również mi znana z mojego otoczenia.

    No i mnie najbardziej śmieszą sytuacyjki typu "Liczę do trzech! Raz! Dwa! Dwa i pół... dwa i trzy czwarte..." No i rodzic tak może godzinami, bo między 2 a 3 istnieje nieskończoność liczb, a dziecko ma go w nosie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu mnie masz! A miałam napisać jeszcze o "zgodności" rodziców. Jak najbardziej, podważanie autorytetu jednego rodzica przez drugiego nie jest akceptowalne, a wszelnie niezgodności poglądów, powinny być omawiane bez udziału dzieci.
      Wychowanie jak najbardziej nie może opierać się na samych nagrodach i karach. Choć i tutaj możnaby się wgłębić w temat "czym tak naprawdę jest kara a czym jest nagroda". Moim zdaniem, podstawą wychowania jet dialog między każdym członkiem rodziny. Nie wszystko da się dziecku w każdym wielku wytłumaczyć słowami, ale udana rozmowa, nie zawsze tych słów potrzebuje. :) Oj, skończyłam trochę filozoficznie.

      Usuń
    2. Do mnie też kary i nagrody nie przemawiają, chciałabym wychowywać bez kar i nagród - jedynie naturalne konsekwencje, zobaczymy, jak nam to wyjdzie...

      Usuń
  4. Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania są książeczki z wydawnictwa Skrzat :)
    http://bajkowir.blogspot.com/2016/01/konkurs-z-wydawnictwem-skrzat.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć F. (dawno mnie nie było - wiem, ale wkrótce nadrobię zaległości w czytaniu) co do tego tematu właśnie przechodzę słynny "bunt dwulatka" w sumie trudno to nazwać buntem, bo mam ogólnie grzeczne dziecko (co wymagało systematyczności i pracy w wychowaniu dziecka od pierwszych dni), ale czasem szczególnie wczesnym porankiem gdy zbieramy się do żłobka, gdy mój Syn nie chce się ubrać to proszę go by wziął głęboki oddech, odstawiam go zwykle na minutę, dwie na podłogę (ważne by miał gołe stopy, wiem,że wtedy nie wyjdzie poza dywan) i sama wychodzę do drugiego pokoju szybko się ubrać. Gdy wracam to Alan jest już przekonany do tego by spokojnie dać się przebrać.
    Potwierdzam, że ważna jest wytrwałość i konsekwencja wtedy się uda.

    Ps. F. jest progress już kilka nocy mam przespanych, systematycznie co wieczór powtarzam dziecku, że nocka jest od spania, a nie od płakania i nie od jedzenia i skutek jest. Czasem popłacze, ale budzi się maksymalnie raz w nocy, piersi mu nie daję, konsekwentnie, co nie jest łatwe, ale efekt już mam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Konsekwentne mamy to dzielne mamy. Cieszę się, że tak wiele z Nas to wie i rozumie. Wbrew pozorom najbardziej irytują mnie tacy rozwrzeszczani rodzice stosujący szantaż "jak coś tam to coś tam". Chciałabym, żeby ich ktoś tak w pracy potraktował, ciekawe czy nie włączyłby im się "bunt".

    OdpowiedzUsuń
  7. Konsekwencja to klucz do sukcesu, jednak rola matki jest na tyle trudna, że często ,,serduszko boli", bądź co bądź, ja uwielbiam konsekwencję, czuje się wtedy rewelacyjnie, władczo i kobieco, bo wiem, że staram się wychowywać konsekwentnie, aby moje dziecko wiedziało, że NIE - to NIE... chociaż wszystko przed Nami, konsekwencja nie tylko w wychowywaniu jest dobra, lecz w życiu codziennym :)
    Pozdrawiam
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. ZAPRASZAM do wzięcia udziału w konkursie.
    Więcej informacji na blogu pod postem NR 73.
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń