poniedziałek, 18 stycznia 2016

Myśl i Pamięć - Nasze domowe Zoo

Gość na zdjęciu to Myśl. Myśl ma dziewczynę Pamięć i razem do nas przylatują. A może to Pamięć jest gościem, który ma dziewczynę Myśl? Sama nie wiem.
Jakby nie było, witają u nas codziennie od około półtora roku. I dziś będzie właśnie o tym, jak mama zorganizowała maluchowi domowe Zoo.




























Ja i zwierzęta bardzo się lubimy - to wie chyba każdy i nieraz o tym wspominałam. Jednak nie ograniczam się do zwierząt domowych. Czemu by nie mieć także towarzystwa fruwającego?

Kilka lat temu (pięć czy sześć) udało mi się zaprzyjaźnić po raz pierwszy  osiedlowymi wronami. Potworne wdzięczne pod tym względem ptaki. Są odważne, bez problemu rozpoznają ludzi, są mocno terytorialne i naprawdę łatwo je do siebie przyzwyczaić, o ile poświęcimy temu odpowienią ilość czasu. Ja miałam czas i chęci. Przyszedł jednak moment gdy musiałąm się wyprowadziłam a "stare" wrony (zwane z domowym zaciszu Szachrajami), dręczą teraz tylko moją mamę, gdy wychodzi z domu (wypomina mi to, do dnia dzisiejszego, ale to naprawdę sympatyczne jak wychodzi się z domu, albo wraca do niego i od razu wita cię fruwająca obstawa).

Po przeprowadzce czegoś mi brakowało pod tym względem. Nowe osiedle, nowe miejsce, wszystko trochę obce i nieznane, ale hej!, przecież tu też są ptaki! I mam ogródek, więc zdecydowanie będzie łatwiej! I w ten sposób, przy odrobiniewysiłku, (naprawdę za drugim razem wydawało mi się oswojenie wron śmiesznie proste) zamieniłam swoje ulubione Szachraje na France. (France dostały imiona - Myśl i Pamięć - po dwóch krukach Odyna, które tak własnie się nazywały.)

France przylatują codziennie i w zależności od humoru zostają tylko na ranek, lub przesiadują u nas całe dnie.  Rzem z nimi zaczęły się pojawiać trzy sroki (dwoje dorosłych z młodym), stadko piętnastu wróbli i czasem (tylko zimą) przylatuje para gołębi.
Oczywiście przychodzą do nas coś podjeść. Nigdy nie zostawiamy im dużo jedzenia, ale przynajmniej jak zostają mi obiadowe resztki, to wiem, że nic się nie zmarnuje i wszystko zostanie zjedzone.

To co lubię we wronach to właśnie to, że są bardzo odważnymi ptakami. Nie boją się bliskości człowieka i nie robi im problemu wyjście do nich na ogródek, gdy same siedzą na przykład na rowerach przy oknie lub na grillu. Spokojnie pozwalają podejść do siebie na odległość wyciągniętej ręki, a na spacerze czasem same przychodzą jeszcze bliżej pod nogi (lub próbują nawet złapać psa za ogon - Hermes nie lubił tych nalotów, które na niego robiły, a im chyba sprawiało to dużą frajdę).

Jak to się ma do Kopernika? Jak widać na załączonym obrazku:



Młody lubi patrzeć na ptaki (nie uciekają nawet jak zaczyna im walić w szybę). Codziennie sprawdzamy kto przyleciał i co nam ma do powiedzenia (wrony wydają masę niesamowitych dźwięków poza krakaniem). Dostają codziennie ciepłą wodę i przesiadują na ławaczce lub rowerach pod oknem.
- Wróble są szybkie i głośne (oj głośne) i bardzo przykuwają uwagę młodego, szczególnie jak zaczynają buszować w trawie.
- Sroki są krzykliwe i jaskrawo ubarwione, więc też wyraźnie się wyróżniają.
- Gołębie (ot, latające szczury) poruszają się przekomicznie i potrafią się kręcić przezabawnie w kółko.
- No a wrony są oczywiście największe i przychodzą najbliżej. Można im się najlepiej przyjrzeć, jak jedzą, piją wodę albo starannie namaczają co twardsze kawałki w wodzie, lub po prostu siedzą i korzystają z chwili ptasiego relaksu u nas.


Cieszę się, że Kopernik ma tak bliski kontakt ze zwierzętami, nie tylko domowymi. (Na wsi byłoby tego więcej, ale cóż, my mieszczuchy też sobie jakoś radzimy.) Nie wiem czy zamiłowanie do zwierząt po mamie odziedziczy, ale przynajmniej będziemy się starać uczyć go opiekuńczości i szacunku wobec nich, jak tylko się da.

4 komentarze:

  1. Ja też kocham zwierzęta. To fajnie, że twój synek ma z nimi kontakt. Dzieciństwo spędzone z kumplami zwierzakami jest dużo bardziej barwne. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. U Nas by to nie przeszło, bo za drzwiami wiecznie przesiaduje kot. Z karmników to też właśnie kot cieszył się najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak zwierzaki co coś wspaniałego. Wiele korzyści dla Maleństwa jest. My też mamy psa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wychowalam sie na wsi wiec kontakt ze zwierzatkami mialam stale;) Rewelacyjnie ze Maluch tez lubi swoje male zoo :)

    OdpowiedzUsuń