wtorek, 5 stycznia 2016

Skoki rozwojowe

Skoki rozwojowe w pierwszym roku życia dziecka są mocno związane z rozwojem układu nrwowego dziecka. "Rozwój mózgu i systemu nerwowego sprawia, że dzieci poddawane sa jeszcze większym bodźcom doznaniowym niż dotychczas. To właśnie ta intensywność doznań (...) może powodować stres u maluszka a co za tym idzie, większą płaczliwość i ogólny niepokój". 

Taki właśnie (no dobra - bardzo podobny) obrazek, znalazł kiedyś M. w jakiejś broszurce. Przyglądał mu się uważnie, przeczytał dokładnie opis, przekalkulował coś i stwierdził: "Wygląda na to, że najgorszy skok rozwojowy czeka nas akurat na święta." (zakropkowany okres 29-30 tydzień, mieliśmy zaznaczony jako "okres szczególnie nasilonego rozdrażnienia wynikającego z lęku przed separacją z rodzicami")

Machnęłam na to ręką, bo wcześniej nie zaobserwowałam nic co mogłoby się wiązać ze skokiem rozwojowym. Nie mieliśmy żadnych szczególnie wrażliwych okresów i nasilających się lub przeciągających momentów płaczliwości czy złego humoru nie zaobserwowałam dotychczas. Przyszedł jednak moment gdy wspomniałam jego słowa.

"Gdy następuje skok często ma się wrażenie, że dziecko nauczyło się wielu nowych rzeczy dosłownie przez jedną noc." 

Jedna noc to może przesada. Jednak w ciągu zaledwie jednego (nieco ciężkiego) tygodnia Miki:

- nauczył się mówić (Chodzi teraz cały czas i powtarza swoje "babababapapapababababapapapapababa". A ile skupienia w to wkłada! I jak się przygotowuje starannie. Najpierw kilka prób niemego kłapania dziobem, a dopiero jak wszystko gotowe to zaczyna przemowę.)

- nauczył się stawać (Tak po prostu. Złapał się któregoś dnia krawędzi stołu i po prostu się podniósł. I tak mu już zostało. Wystarczy, że mozna się czegoś złapać i od razu zadek się pnie do góry. A on nawet jeszcze przecież nie siada! Wygląda na to, że zacznie chodzić zanim zdążymy się przesiąść do spacerówki. :))

- zaczął się orientować, że Mama i Miki to jednak dwie różne osoby. I mogą znaleźć się daleko od siebie. Nie daj Boże... (Do tej pory było mu obojętne, kto z nim jest. Teraz niestety bywa, że na odejście mamy reaguje wybuchem płaczu. Całe szczęście można go zwykle jednak czymś zająć i jest duża szansa, że zapomni o tym, że mama wyszła.)

Nie mogę uwierzyć, że jeszcze przed chwilą po prostu leżał na podłodze i bawił się tylko tym do czego mógł sięgnąć. Teraz, nie dość, że eksploruje wszystko do czego można dojść, to jeszcze zaczął na wszystko włazić. Mówiłam o tym, że wszystkie meble mamy dość nisko? Mam wrażenie, że wszystko co mamy, jest w zasięgu jego łapek. Trochę się trzeba przy nim nalatać. 

W zasadzie większośc dnia schodzi mi teraz na patrzeniu. Na patrzeniu na to: żeby ne jadł kabli i wtyczek, żeby nie ściągał nic ze stołu, żeby nie wchodził na komputer i biurko taty, żeby nie bawił się wózkiem, żeby nie wchodził do szafy, żeby nie zjadał paprochów z ziemi, żeby nie stawał przy stole czy pralce, żeby nie wspinał się na chybotliwe pudełko z zabawkami, żeby nie lazł do psich misek, żeby nie zjadał psich zabawek, żeby nie zjadał psa, żeby nie wchodził na okno, żeby nie wsadzał palców do kontaktów, żeby nie bawił się drzwiami, żeby nie zjadał butów, żeby nie ciągnął za rurę od odkurzacza, która może się na niego przewalić, żeby nie zjadał mamy książek, żeby nie robił dziwnych akrobacji na twardej posadzce, żeby nie bawił się spinaczem biurowym, który gdzieś znalazł (serio, skąd on go wziął?!), żeby nie utknął gdzieś między szafą a ścianą, żeby nie ściągał magnesów z lodówki, żeby nie zjadał kwiatków... Mogę tak jeszcze długo.

W zasadzie, jak mnie ktoś spyta: "Hej, co robisz jak siedzisz z dzieckiem cały dzień w domu?" Mogę spokojnie odpowiedzieć: "Ja wiem? W sumie to siedzę i tak patrzę na niego."

 


11 komentarzy:

  1. Ja mam wrażenie, że właśnie jesteśmy w trakcie pierwszego skoku. Szczególnie, że tygodnie pasują. Miki marudny bardziej niż zwykle, w dzień śpi jeszcze mniej niż dotychczas. Ale to też może wina alergii, bo niedość, że całą twarz ma w krostkach, to jeszcze skóra zaczeła się łuszczyć... No i matka wariatka już się martwi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się boję tych skoków. Nie wiem jak je rozpoznawać :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja wcześniej nawet o tych skokach nie słyszałam a tu proszę chyba muszę przysiąść i poczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, u nas niby powinien kończyć się skok (ciemne chmury) a dziecko miałam wciąż zadowolone, chyba dopiero czeka nas gorszy czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie widziałam do tej pory żadnych wyraźnych oznak skoków rozwojowych więc pewnie różnie to bywa. Reguły nie ma :)

      Usuń
  5. Wow ! a to wszystko przede mną. I ktoś tutaj powie, że matka siedząca w domu z dzieckiem ,,nic nie robi" ? miałabym ochotę takiej osobie dać w pysk, samym patrzeniem, lataniem, mówieniem człowiek się zmęczy,a przecież oprócz tego małego stworka jest tysiąc innych obowiązków.
    Nie mogę się doczekać, ale i jest we mnie przerażenie :):P
    Pozdrawiam
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  6. To ten okres kiedy muszę siedzieć i ciągle patrzeć jest przede mną. Jednak w niedalekiej przyszłości. Ja mam wrażenie, że moja córka od 2 miesięcy jest jednym wielkim skokiem rozwojowym. Nagle przestała dobrze spać i jestem wykończona. Czekam aż wszystko się ustabilizuje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. hahah spokojnie - jak już będzie pewnie biegał to zacznie się wspinać wyżej - to dopiero impreza ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skok+zabkowanie=error....
    Przezywamy kryzys 19 tygodnia.
    Pocieszam sie, ze to minie...kiedys ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha świetna odpowiedź! Ja na początku i patrzyłam na te skoki rozwojowe, ale potem już mi sie nie chciało:p po prostu, jak mieliśmy gorsze dni, to podejrzewałam, ze albo zęby albo może jakiś przeskok. Eh. Pierwszy rok - skoki rozwojowe. Drugi - bunty. Kiedy to się skończy? :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Echhh... właśnie przeżywamy w naszej rodzinie tydzień 29/30... Mama nie może nigdzie wyjść, nawet (albo szczególnie) do toalety.
    Córka ładnie zasypiała już we wlasnym łóżeczku, a teraz jęczy, płacze tak bardzo, że ciężko ja uspokoić i mogę to zrobić tylko ja.
    Zastanawiam się nad zaopatrzeniem się w melisę...tony melisy ;-)

    OdpowiedzUsuń